Szkoła. Znów ta pieprzona, cholerna szkoła. Idę do szkoły. Do dej cholernej szkoły, gdzie według nie których jestem ofiarą losu.To miejsce przypomina mi, że życie chce mi dokopać do końca. Do końca szkoły będę tylko taka dla innych jak w opiniach innych. Czyli w skrócie. Odludkiem. Samobójczynią. Brzydulą. Dziwną istotą. Nie obchodzi mnie ich opinia, ale boli mnie to strasznie. W końcu opinia się liczy dla każdego. Dlatego nikt mnie nie "trawi". Sama siedzie na przerwach i na lekcjach. Cały czas przesiaduje w domu. Jedyne co robię w domu to czytam książki lub robię to co dla mnie dobre. Dla innych to zwykłe problemy. Lecz pomaga mi jedno. Dla mnie to ulga. Wielka ulga. Gdy nie wytrzymuje w szkole tych szyderczych uśmieszków. Nie wytrzymuje. Idę wtedy do łazienki i zamykam drzwi. Otwieram torbę poszukując tego czego potrzebuje. Z łzami w oczach dotykam skóry. Mały strumień krwi leży po mojej ręce. Czuje wielką ulgą. Od lat tak się nie czułam. Zamykam oczy. To niezwykłe, że tak mała rzecz może sprawiać taką radość.
Łzy znikły. Znikł ból jaki miałam w sobie. Teraz jestem spokojna. Uspokoiłam oddech, jednak coś usłyszałam. Jakieś laski są w łazience. Spoko. Ale chwila. Słysze, że ktoś otwiera drzwi od łazienki z wielkim hukiem. Chyba ten ktoś jest wciekły. Ciekawe kto to?
-Wyjazd laski. Musie pogadać z mają dziewczyny.-O nie! Tylko nie on. Proszę cie boże.
Dziewczyny były obudzone jednak wyszły. I pewnie zrobiły jak pierwszy raz go zobaczyli. Wzdychały.
-Stella jesteś tu?-zapytał odwiercając drzwi od każdej kabiny. Już się zbliżał to ostatniej. Do tej co siedziałam.
-Czego chcesz?-zapytałam czując ten ból, który wywiercił mi w sercu.
-Pogadać-zatrzymał się.
-Daj mi spokój!-wykrzyczałam. Czułam smutek, żal i pogardę. Niech mi ta spokój.
-Kiedy ty zrozumiesz, że zależy mi na tobie, jak na nikim innym?!-usiadł pod drzwiami.
Cisza. Głucha cisza. Oddychałam spokojnie. Chciałam opanować łzy, jednak nie mogłam. Po cichu płakałam. I znów usłyszałam jego głoś. I znów walił.
-Stella. Proszę, wpuść mnie. Stella!-Walił o drzwi jak wariat.
-Nic mi nie jest. Idź już, proszę.
-Wpuść mnie, proszę.-powierzał już uspokojonym głosem.
Nie walił już do drzwi. Nie odtworzyłam. Nie dziś. Nie teraz.
-Pocięłaś się?
-Nie.
-Masz zamiar?
-Raczej nie.
-Obiecaj mi!
-Nie mogę.
-Nie odejdę. Nigdy od ciebie nie odejdę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz